07.08.2012

Wtem! Góry

Halo, z gór nadaję! Czy mnie słychać? I czy aby dobrze? Bo strasznie neta tutaj rwie. Ale jest przepięknie!

Tak więc jezdeśmy w górach. To ma być kilka leniwych dni spędzonych na ciulowaniu, spaniu, jedzeniu i piciu, spacerowaniu z psiakiem i oczywiście na bieganiu. Choć, co może poniektórych dziwić, nie przede wszystkim na bieganiu. W sobotę startuję bowiem (wdech) w Biegu pod Radziejową, składającym się na cykl biegów górskich Mountain Marathon (wydech). I trochę oszczędzam siły właśnie na ten bieg. 

Rety, jak ja lubię biegać po górach! Jeszcze bardziej niż przedtem normalnie. To jest najlepsze bieganie na świecie ever. A nic nie umiem z tego biegania górskiego, kondycję - okazuje się - mam fatalną (żal mi strasznie, myślałam że jest lepiej), tętno skacze, że znowu jestem kosmitą (dziś maksymalne 221 uderzeń/min), zbiegać się boję, a pod górę maszeruję w prędkością ślimaka. Ale love te widoki piękne, wąskie ścieżki i niepewność co będzie za zakrętem, wzniesienia, że nie widać końca, ciszę, poczucie wolności i wiatr we włosach. Fajne jest też zdziwienie turystów, gdy ich mijam - oczy mają niektórzy jak młyńskie koła. Lub większe ;)

Dzisiejszy biegowy wypad NA Radziejową (1262 m), 14 km, przewyższenie 700 m. 
Ale to jest mega trudne bieganie. Tak, zapamiętałam sobie naukę, którą dał mi bieg górski w Iwoniczu Zdroju. Że śmiganie po górkach to całkiem inna dyscyplina sportu jest. Totalnie INNA. Postanowiłam sobie wtedy pamiętam, aby bardziej przykładać się do treningów przygotowujących mnie pod górki. Ćwiczyłam podbiegi, biegałam naprawdę mocne krosy w lesie z (za) chłopakami, byłam na długiej wycieczce biegowej oraz szlajałam się po lesie w poszukiwaniu niewielkich choćby wzniesień. Próbowałam jak świadomie, bez strachu i w miarę szybko zbiegać oraz jak przebierać nogami w marszu pod górę (z dłońmi na kolanach). Głowę też ćwiczyłam, bo nic nie przychodzi tak łatwo, jak przechodzenie do marszu właśnie w drodze pod górę.

I co mi z tego przyszło? Nic. Null. Zero! Tak samo się szarpię i męczę jak w Iwoniczu, tak samo boję się zbiegać i ledwo łapię oddech przy wspinaniu się pod górę. Masakra myślałam dzisiaj między jednym sapnięciem a drugim. Ale co tam, teraz po biegu i tak love górskie bieganie. I już przebieram nóżkami w oczekiwaniu na sobotni start.

Nad wyraz optymistyczny profil trasy Biegu pod Radziejową 
Ale coś czuję, że będzie mega ciężko. Aż 24 km, przewyższenia 895 m i limit czasu 4 godziny. Szczęście, że upału nie zapowiadają, bo to byłaby już wówczas totalna katastrofa.

Kciuki trzymać, abym do mety szczęśliwie dobiegła i nie pomyliła trasy, aby mi pikawa nie pękła na podbiegach i co bym się nie połamała z górki na pazurki! Dziękuję.

11 komentarzy:

  1. Odkąd to w górach się leniuchuje? Kciuki mocno zaciśnięte :)Nie martw się i tak podobno biega się głową :)

    OdpowiedzUsuń
  2. skoro tak ładnie prosisz i jeszcze z góry dziękujesz, to niech będzie - mogę te kciuki potrzymac w sobotę

    OdpowiedzUsuń
  3. Podzielam miłość do biegania w górach. Widoki świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuuuuki! Góry są przepiękne i jednocześnie dają solidną lekcję pokory i chyba za to je uwielbiam najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny obóz kondycyjny:)będę trzymał kciuki :) nawet te u stóp;)pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
  6. powodzenia w zawodach, fajnie masz, sam by chętnie pobiegał w górach.
    p.s. chyba fiksuje Tobie pulsometr, tętno jak przy ekstremalnych wysiłkach, może za lekko spinasz pasek do pomiaru?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie taki dziwoląg jestem, że tętno potrafię mieć nawet 235 uderzeń. A pod górę TO JEST ekstremalny wysiłek, nie ma lipy, trzeba cisnąć ;)

      Usuń
  7. łaaaaa bieganie po górach! kocham góry tak bardzo, że już mnie wyrywa, choć gdzie tam moje bieganie w góry... ale mrzy się, marzy. i coś czuję, że nawet jeśli po kilkudziesięciu metrach padnę, to przy najbliższym pobycie na południu spróbuję!

    no. i powodzenia tam. ten wykres przerażający, ale dasz radę :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Udanych wakacji:) fajnie tu u ciebie będę cie odwieszać i zapraszam do mnie dodaje do listy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Życzę powodzenia w biegu.
    Zapraszam też na swój, skromny blog.

    Pozdrawiam.

    P.S. Do zobaczenia jutro. Ja też biegnę pod Radziejową :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę. Jaki ten świat mały. Szkoda tylko, że się jakoś na samym biegu nie zgadaliśmy co by np. o blogach podyskutować :) Mam nadzieję, że pod Radziejową poszło Ci równie dobrze i radośnie jak i mi ;)

      Usuń