30.01.2012

To nie jest normalne...

Gdyby tak ktoś rok temu powiedział mi, że zimą, wieczorem, w temperaturze -15 st. C zamiast pod kocem czytać książkę lub siedzieć w necie sącząc czerwone wino lub herbę z sokiem, będę biegać - to chyba pomyślałabym o tym kimś "wariat". A dziś pomyśleć mogę tak o sobie... Bo to chyba jednak nie jest normalne...

Bieganie w temperaturze -15 st. C to już jest mały hardcore. Wiatr kłuje w twarz, oczy łzawią, łapy marzną, kominiarka zamarza... Po godzinie zimno w tyłek, kolana i uda.

I pomyśleć, że niektórzy zamierzają pobiec maraton przez zamarznięte jezioro Bajkał... (i tu mryg do wiadomokogo;). Toż tam jest minimum -20 stopni! Brrrr...

Choć tak naprawdę, to nie wiem czy większym hardcorem nie są dziewczynki, które w siarczystym mrozie paradują bez szalika, czapki i w kusych kurteczkach. Mijałam dziś takich kilka.

Tak. Zdecydowanie bieganie po mrozie to całkiem nic. Ot, takie tam wariactwo... ;)

28.01.2012

Zimno...

Zima - musiała przyjść. I bardzo dobrze że jest, bo bieganie po śniegu i mrozie ma swój urok. W zasadzie to teraz jest zdecydowanie ciekawiej niż podczas wakacyjnych truchtów - więcej wrażeń, więcej bodźców (i oporów), więcej potrzebnej motywacji. I satysfakcja jakby większa...? Ostatnio nawet ściszam muzę, by słuchać jak miło skrzypie śnieg pod stopami. skrzyp, skrzyp... skrzyp, skrzyp ;) Wiatr tylko bywa nieprzyjemny - ale i on zazwyczaj jest tylko w jedną stronę...

Oczywiście, trochę przerysowuję, ale nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. Jak się człek odpowiednio, warstwowo ubiorze, zabezpieczy końcówki, dopasuje trening do panujących warunków pogodowych - to jest ok. I tego się trzymajmy ;)

23.01.2012

30 km!

Po raz pierwszy, za jednym zamachem pokonałam 30 km! W średnim tempie 5:54 i z wynikiem na koniec 2:57. I co nie da się? Da się! Oczywiście nie było lekko, ale przede wszystkim to trzeba sobie odblokować w głowie klapkę, że taki dystans to nie jest niewiadomoco. Bo nie jest ;) W sumie to mogłabym chyba pobiec jeszcze trochę dalej, ale już strasznie głodna byłam...

Ale się cieszę normalnie! Widzę i czuję, że biegam łatwiej, szybciej, dalej i przyjemniej :)


(to co, chyba dam radę przebiec ten maraton?)

18.01.2012

WB2

No i mnie trochę zniechęcili do pisania mądralińscy z forum głoszący idee, że takie pisanie "przebiegłam", "nie przebiegłam" to sensu nie ma. Że takie pitu pitu niby. Może dla nich sensu to faktycznie nie ma (bo w sumie jak?), ale dla mnie jednak ma. Zwłaszcza, że wciąż za wiele osób nie wie o mojej pasji, a reszta i tak nie rozumie ;)

Tak więc bieg ciągły już za mną. A nawet dwa. Podczas pierwszego, ubiegłotygodniowego (40 min) problemem było utrzymanie ustalonego na WB2 tempa tj. 5:14 (na wszelki wypadek, aby nie przekroczyć "pułapu" biegłam szybciej i wyszło 5:06). Bieg dzisiejszy zaś to nieustanna walka z wiatrem. Miejscami miałam wrażenie, że poruszam się jak w wodzie. Czyli w miejscu. Tempo udało się utrzymać w granicy błędu ;), ale za to było dłużej, bo 47 minut.

Nie takie WB2 straszne, jak go malują... Choć oczywiście trening jest ciężki i nie wyobrażam sobie, że mogłabym go zrobić w 3 zakresie... Co ciekawe, najtrudniejsze są pierwsze kilometry, potem jak już złapię rytm i włączę tempomat ;) to jest co całkiem przyjemne. Pod warunkiem, że nie ma wiatru.

A teraz kolejna dobra wiadomość. Nowe butki mam ;) Bo ponoć trzeba mieć dwie pary i zmieniać, aby się mięśnie nie przyzwyczajały. Pffff, ja to mogę mieć nawet 3! Do każdej koszulki ;)

Nike Lunarglide 2 za rozsądną cenę na Allegro (polecam sklep Distance but1) i w dodatku bardzo ładne. Z racji kolan, które wciąż dają o sobie znać (zwłaszcza kurcze lewe) oraz bolącego prawego śródstopia (czy pisałam już gdzieś kiedyś, że sport to zdrowie?) zdecydowałam się na zakup butów o większej amortyzacji niż obecne Pegasusy 27. Zobaczymy. Dziś biegało nam się całkiem fajnie i myślę że się zaprzyjaźnimy ;)


A poza tym śliczną zimę mamy za oknem. 

10.01.2012

Owmordę... Skipy!


Kto to wymyślił? Ja się pytam? Te skipy A? Dziś poznałam je na własnej skórze (i zrobiłam - uwaga - SB tj. siłę biegową). Oczywiście pamiętam coś tam z zamierzchłych czasów i lekcji WF na korytarzu, że kolana wysoko, że dynamicznie itd. - no ale teraz to jest zdecydowanie co innego...
Te skipy to chyba jedynie w grupie można robić, kiedy inni motywują cię do dotarcia do końca (zrobiłam 9 powtórzeń  na 150 m - gratulacje można składać w komentarzach).  Poza tym lepiej w towarzystwie robić z siebie pajaca, niż w pojedynkę. Bo wygląda się raczej śmiesznie...

Chłopcy skipowali miejscami z prędkością światła... A ja? Ehhh, demonem zwinności i prędkości to ja nigdy byłam... i nie będę.

No, ciężkie te skipy są. Podobnie jak nogi gdy potem wchodzisz po schodach. Ale to chyba jak z lekarstwem  - im bardziej ohydne tym skuteczniejsze. Tak więc dokładam skipy do swojego tygodniowego rozkładu jazdy.

A powoli - dzięki pomocy bardziej doświadczonych biegaczy - zaczynam też ogarniać swój plan treningowy. Jutro bieg ciągły. Jakbógda 40 min. w tempie 5:14.

Stay tuned!

06.01.2012

Skołowana...

jestem.
Ile portali, ile mądrych czasopism i książek oraz doświadczonych biegaczy i ekspertów - tyle różnych szkół treningowych i planów. Totalnie się w tym nie łapię. I jeszcze te skróty - OWB, WB, SB, TR, aktywnie, pasywnie, DZB, HR max i %, srutututu... ;) Pęczek drutu. Jedne plany wydają mi się tak proste, że aż za proste. Inne - tak skomplikowane, że sama legenda ma pół strony, a na trening trzeba by wybiegać z długą ściągą.


Z jednej strony wiem, jak ważny jest planowy i dostosowany do celów trening, z drugiej jednak - obawiam się, że rzucając się w kierat treningowych planów, zniknie gdzieś ta pasja, spontaniczność i zwykła (ogromna) radość jaką daje mi bieganie.

Dodatkowo to moje życie tak skomplikowane i różnorodne jest... ;) - że naprawdę ciężko ustalić mi sztywno jakiś plan. Poza tym wiadomo, że są też lepsze i gorsze dni, szybko zapadający zmrok ogranicza możliwość samotnych treningów w terenie, często też wyjeżdżam, no i generalnie- jak żyć? ;)

No więc skołowana jestem, a im więcej czytam i pytam - tym moja dezorientacja rośnie. A może by tak skorzystać z opieki Staszewskich w ramach "Kancelarii sportowej"? Indywidualny plan treningowy na miesiąc to 3 bilety do kina (90 zł). A może coś uniwersalnego z "Polska biega", "Biegania", Maratonypolskie.pl lub J. Skarżyńskiego? A może tak bez konkretnego planu, tylko z realizacją kilku głównych założeń? Ale czy to wystarczy? I tak w kółko mam :)

A dziś podczas biegu widziałam 3 sarenki oraz wiewiórkę. Czy podczas robienia treningowych skipów, albo uporczywego wpatrywania się w pulsometr zauważyłabym je? No właśnie. A były śliczne.

I jeszcze jedno. Niech mi ktoś powie, że nie mam serca do biegania ;) Oto jaka dziś wróciłam.



02.01.2012

Nie cierpię poniedziałków!

Dlaczego? Bo nie można biegać!
Większość planów treningowych dla początkujących do których dotarłam zakłada w poniedziałek odpoczynek (o ile biegało się w weekend) no i jestem uziemiona ;(
A tak bym się wyrwała nad rzekę... 
Ale głos rozsądku podpowiada: Siedź i nie marudź! Odpoczynek przecież to jedna z ważniejszych (o ile nie najważniejsza wg niektórych) część treningu. 
No to siedzę. I marudzę. 

A w ubiegłym tygodniu przebiegłam rekordowe 67 km!