11.07.2012

A jednak mi szkoda...

No szkoda mi strasznie, że ten maratoński debiut już za mną. Że obecnie nie ma tej ciekawości, niepewności i tego wielkiego podniecenia.

Owszem, teraz przed Maratonem Warszawskim też jest chemia i spora ekscytacja , ale to jednak nie to. Jest inaczej. Rok temu wszystko było nieznane, odległe, wymarzone takie i nieosiągalne. Odkrywałam, sprawdzałam, czytałam, chłonęłam to bieganie wszystkimi niemalże zmysłami. A na samą myśl, że będę przekraczać maratońską linię mety miałam łzy w oczach. Serio. Co wieczór sobie to wyobrażałam. 

Teraz w moich przygotowaniach jest więcej kalkulacji, przewidywalności, normalności. Tak normalności - bo bieganie po prostu stało się codziennością. Szaleńczą i ulubioną, ale jednak codziennością.

Cieszą postępy, drobne sukcesy, podkręcanie tempa na treningach oraz praca nad wytrzymałością. Cieszą nowe zakupy (zwłaszcza butów, nie wiem co mi się stało) oraz planowanie kolejnych startów. Cieszy to, że ciągle coś odkrywam i że tak naprawdę to jeszcze wszystko przede mną w tym bieganiu całym. Bo plany mam ambitne...

Ale nigdy już nie zadebiutuję w maratonie. I tego to mi naprawdę ogromnie szkoda.

9 komentarzy:

  1. Ale możesz zadebiutować np. w ultramaratonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prorok jaki czy co? ;)

      Usuń
    2. No może. A co?

      PS Uwielbiam Captcha.

      Usuń
  2. naprawdę też bym chciała mieć taki problem

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zaś nie startowałam jeszcze w żadnym biegu i w zasadzie wszystkie dystansy są przede mną, ale źle się z tym czuję, bo nie jestem pewna czy kiedykolwiek dam radę. Owszem, jest ten dreszczyk oczekiwania, ale przyznam, że ta swoistą biegową inicjację wolałabym mieć już za sobą.
    Może pokusisz się o jakiś dłuższy dystans? A w górskich biegach startowałaś?

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę nie masz już jakich problemów sobie wymyślać? :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ja nie chcę innego króliczka! Chcę tego maratońskiego! (choć stado innych już czeka i przebiera nóżkami).

    OdpowiedzUsuń
  6. no i widzisz, trzeba było startować w tym maratonie? lepiej było usiąść na kanapie, zaprzeć się nogami, i o! mogłabyś teraz debiutować ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak debiut maratoński jest niezapomniany:)ale każdy następny maraton jest niepowtarzalny;)Bo jeśli potrzebujesz nowych wyzwań w październiku jest Kaliska Setka :) Niekoniecznie trzeba od razu zrobić stówkę:) można 55km, 70km, 85km;) fantastyczna impreza:)Polecam;) pozdrowaśki

    OdpowiedzUsuń