14.05.2012

Ałłła!

No bolą! Kolana, a zwłaszcza to lewe. Dosyć bardzo bolą. Tylko czemu? Taki miły i łagodny biegowo weekend za mną. W sobotę Test Coopera - nie zadowolonam (postępów brak - wciąż 2700 m :( - czy teraz przyjdzie mi już tylko walczyć o utrzymanie, a nie poprawę tego wyniku?). W niedzielę - spokojne wybieganie 20 km w średnim tempie 5:59. Bez szarpania, bez gwałtownych ruchów, konwersacyjnie. Wprawdzie jeszcze w czwartek wybrałyśmy się z koleżanką na leśnego krosa, ale wówczas też nic niepokojącego nie zauważyłam. Przeciążyć jednak gdzieś i jakoś to musiałam.

Bo boli. Jak chodzę, jak stoję, jak siedzę, po schodach w górę i w dół. Jak nogę wyprostuję i jak zegnę. Nawet w nocy bolało gdy z boku na bok się przewracałam. Ale najbardziej boli jak chodzę. Twarda jestem, nie płaczę, ale tak to chyba jeszcze mi te kolanka nie doskwierały... (a pobolewają odkąd pamiętam, jeszcze z podstawówki nawet).

No cóż, zimne okłady, jakiś Ketonal i odpoczynek przynajmniej dziś zapodam. Zresztą i tak nie biegam w poniedziały. Mam nadzieję, że pomoże. W sobotę start w Mistrzostwach Polski w Biegach Górskich w Stylu Anglosaskim (łomatko, ale to kozacko brzmi!) i wypadałoby móc ruszyć z miejsca chociaż, jeśli nie przebiec i nie ukończyć tego eksperymentu.

Eksperymentu, bo profil trasy przedstawia się tak: <wielki zdziw>

Eksperymentu, bo nie do końca (czytaj: wcale) się do tego startu przygotowałam i generalnie nie umiem biegać po górkach. Bo pod górę to jeszcze wczłapię, ale zbiegi... to już całkiem inna bajka. Oby ze szczęśliwym zakończeniem.

1 komentarz:

  1. musi boleć! nie ma biegania bez bólu!

    OdpowiedzUsuń