24.05.2013

Wiem, że nie wiem

Dobrze, że mam tego bloga, to jest się gdzie wygadać, bo w domu ostatnio przestałam być słuchana, że niby ileż można o tym triathlonie. Ano można sporo, a nawet jeszcze więcej. Choć i tak piszę ciut mniej (wybaczacie), bo przede wszystkim trenuję. Zagadka. Ile tygodniowo?
a) 8-10 godzin
b) 11-13 godzin
c) 14-17 godzin
d) 18-20 godzin
e) nieważne ile, na pewno za mało ;)
Kto odgadł prawidłowo, może w nagrodę pobiegać interwały. Byle mocne i na krótkiej przerwie, bo przecież u mnie nagrody zawsze są najlepsze.

Od momentu, gdy głośno obwieściłam światu swoje triathlonowe marzenia i cele, wówczas jeszcze dość mgliste i mało skonkretyzowane, minęło 127 dni. Wtedy naprawdę, naprawdę nie miałam pojęcia w co ja się pakuję. Gupia Bo. Nie zdawałam sobie sprawy jak wiele muszę się nauczyć, wypytać, wytrenować i wymęczyć. I czasem jak bardzo zmasakrować na treningu. Oraz ile rzeczy kupić, chyba zrobię o tym osobny wpis, albo i nie zrobię, bo i tak trudno uwierzyć. Nie sądziłam również, że tak mnie wsyśnie ten triathlon. Noo, wsysło na maksa, a przecież to dopiero początek.

Za tydzień z kawałkiem mój pierwszy start triathlonowy. Na Wykopie już było, ale przypomnę, że razem z innymi celebrytami atakuję Iron Garmin Triathlon w Malborku (1/4 IM). Rany. Jak ja nic nie wiem o sobie na tym starcie! Nic nie wiem! Nic! Nic, nic, nic!
  • jak popłynę w tej piance, o ile przetrwam 'washing machine' na początku i się nie zgubię później gdzieś po drodze,
  • jak się ogarnę w przebieralni, na pewno czegoś zapomnę, pomylę kolejność lub wskoczę nie na swój rower, co zapewne uczynię też zbyt wcześnie,
  • czy sobie z Kubą poradzimy, wiem, będzie wolno, pytanie tylko jak wolno i czy bez usterki lub niedajborze wywrotki,
  • jak z piciem i jedzeniem na trasie, obym tylko nie zapomniała z wrażenia,
  • jak rozłożyć siły startując w trzech dyscyplinach? a może w ogóle nie rozkładać, tylko po prostu gnać przed siebie, w końcu to 'tylko' ćwiartka? a tak generalnie - to czy wystarczy mi tych sił
  • i oczywiście pogoda.
Nic nie wiem! O przewidywanym wyniku nie wspomnę, choć w sumie mogę się wygadać, że marzy mi się czas poniżej 3 godzin. Ambitnie?

Ha! Ale jest jedna rzecz, którą wiem! Strój! Wiem w co się ubrać, eureka, naprawdę! W mój nowy, jednoczęściowy (!) strój startowy Kiwami, czarny z czerwonymi (pod oponki dobrałam) wstawkami. Próbowałam już nawet w nim jeździć na bajku i... bajkowo niestety nie jest. Ta pielucha to nawet pieluszką nie jest. Ot, wacik taki do demikajażu, który może w pływaniu i bieganiu nie przeszkadza, ale za to w kręceniu tyłkowi też specjalnie nie pomaga. Poza tym, to jest obcisłe! Co z tego, że wygodne i nie podwiewa, jak jest megaobcisłe! Każdą fałdkę i kość widać, mam nadzieję, że jakoś się z tym oswoję, choć na razie, chyba raczej na pewno nie.

Czy zrobiłam dużo i wystarczająco pod ten triathlon. I tak i nie. Owszem, sporo trenowałam (od stycznia: ponad 1000 km biegiem, 1130 km na rowerze + 34 godziny na stojaku i 105 km pływania oraz odpoczynek, żeby nie było), ale niestety bez głowy i jakiegoś konkretnego planu, a gdzie nie spojrzę i nie przeczytam, tam każdy ma swojego indywidualnego coacha. Poza tym pogoda pokrzyżowała plany, za późno wyjechałam na rower, za późno zaczęłam ćwiczyć zakładki, o pływaniu w ołpen łoter nie wspominając. Bo! Ale to przecież tylko ćwiartka i start na przetarcie mówią, jak zwykle przesadzasz, nie dramatyzuj, a do sierpnia może coś jeszcze nadrobisz. No nie dramatyzuję... Ale, junoł.

Kurde, a tę piankę to lewą czy prawą ręką odpinać? Co do bidonów wlać i który dać z przodu? Żel czy batonik przykleić od ramy oraz jak, no i kiedy to jeść? I czy bez skarpetek kręcić? Ale oksy to chyba trzepacko pod paski od kasku założę, skoro podczas biegu również mam je mieć na nosie. A może nie? No sama kurde nie wiem. Nic nie wiem. Kurde nic.

18 komentarzy:

  1. Tylko nie zapomnij zegarka zabrać z roweru na bieg, bo znane są przypadki celebrytów, którzy zapominali.

    3h? Bo, litości! Jak Ty nie złamiesz 3h to ja się lewą stopą przeżegnam i zaśpiewam prawą pachą. Nie biadol, bo kto jeśli nie Ty?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na wszelki wypadek to możesz ćwiczyć te wygibasy :)

      A zegarek, z racji jego ograniczenia, to ja zawsze do tej pory na ręce miałam, muszę go wreszcie przyczepić do kierowniczki i sprawdzić jak lepiej.

      Usuń
    2. Uchwyt na rower jest fajny, bo wygodnie patrzeć na zegarek. Ale jeśli nie chcesz się pultać z przekładaniem go to wystarczy odwrócić tak, by był po wewnętrznej stronie nadgarstka, też widać:)

      Usuń
    3. po co przekładać? na wyścigu i tak się nie rejestruje żadnych danych, ogląda się później to co zapamiętał garmin:) na 45 km, spoglądanie na licznik to strata czasu:)

      Usuń
  2. Bo! pielucha jak wacik do demakijażu??? :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo, może cię jeszcze przytulić i pogłaskać po główce? Weź się w garść i nie pitol. Ja nie zrobiłem do tej pory żadnej zakładki, plan gdzieś się zagubił, zero pływania w wodach otwartych, a objętości treningów, to może mam 1/4 tego co ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ale Ty jesteś facet, na dodatek pewnie utalentowany, a jakże. Inni muszą tyrać, a że sobie pojojczą przy okazji, to już taki ich urok ;)

      Usuń
  4. Nie przejmuj się, ja też 1/4 robię jako debiut za tydzień i nawet pianki jeszcze nie mam :) żadnej zakładki nie robiłem w życiu, pływam rozpaczliwie a też chciałem w 3 godziny się wyrobić :) chyba będę trochę zweryfikowany przez triathlon za tydzień :)))
    Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie przejmuję, ja tylko dramatyzuję :) Dzięki! I powodzenia w Sierakowie!

      Usuń
  5. "od stycznia: ponad 1000 km biegiem, 1130 km na rowerze + 34 godziny na stojaku i 105 km pływania" Rany, kto jak nie Ty złamie te 3 h i wymiecie wśród debiutantów. Dla mnie już jesteś Ironwoman - z taką determinacją i zapitalaniem jesteś skazana na sukces. Dodatkowo wszyscy czytelnicy będą trzymać kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skazana na sukces... ;) Dzięki!

      Usuń
  6. w bidony tylko vitargo i dzięki temu możesz olać żelki i batoniki i cały inny syf:) vitargo to moc:) a kiwami gdzie kupiłaś? ja wczoraj dostałem kiwami ale bez żadnej wkładki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie myślę, że postawię na Vitargo. Przynajmniej sięganie po bidon mam wyćwiczone ;)
      Kiwami kupiłam w Kiwami FRA. Tylko kurde 2 tygodnie szedł wystawiając moje nerwy i cierpliwość na dość ciężką próbę. Ale wydaje się za to całkiem całkiem ;)

      Usuń
  7. Zdecydowana większość debiutantów w tri nie była na obozie, gdzie uczą wszystkiego. Ty podeszłaś strategicznie i systematycznie do tematu, a więc......, spokojna głowa:-)
    Co do żelków, to nie wiem jak można się bez nich obyć:-)
    W T1 można także uprościć sobie sprawę i mieć czas: 0:00:00, tak jak Kacper Adam w IM Amazonek - po prostu pojechał w piance Zoot-a :-)Da się? Da...
    DarkTri
    PS. Jesteś dobrze przygotowana i nie panikuj. To tak na mój triathlonowy nos:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obserwując prognozy pogody (WSZYSTKIE!) też przez moment pomyślałam, aby może tak kręcić w piance, coby nie zmarznąć :)
      Dzięki!

      Usuń
  8. rób swoje i ośmiesz celebrytów :)
    z Twoim treningiem myślę że spokojnie podołasz założonym sobie celom, tylko życzyć powodzenia i podziwiać i jeszcze zazdrościć że samemu się nie ma odwagi spróbować :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołożę Dowborowi, a co?
      Dzięki!

      Usuń
  9. Z doświadczeń mojego męża z pierwszych startów w Suszu i Rawie Mazowieckiej w zeszłym roku. Cwiczył ten mój chłop na basenie kraula,że ho ho, godzinami oglądał na tubce technikę total immersion. I co? I jak przyszło co do czego to w dzikim tłumie, plątaninie nóg i rąk zaczął płynąć żabką i nie zdołał do końca dystansu przerzucić się na kraul :))). Po wyjściu z wody człowiek jest tak skołowany, że łatwo może stracić orientację i zacząć biec w drugą stronę;). A - i z butami spd małż wykonał niezły numer: zamiast odpiąć buty i wyjąc stopy zostawiając buty przytwierdzone do pedałów - on buty odpiął i wypiął - efekt był taki,że do strefy zmian dreptał jak kaczka starając się ich nie zgubić :)

    OdpowiedzUsuń