11.10.2012

Moja druga taka jesień

Nostalgicznie. Ponieważ szuranie liści pod butkami, deszcz, wiatr niewtymkierunkucotrzeba oraz problemy z oszacowaniem ile warstw mam na siebie włożyć na trening, uświadomiły mi, że przeżywam właśnie swoją drugą biegową jesień...

Bo tak naprawdę to rok temu - jesienią właśnie, a nie latem kiedy wstępnie badałam teren i swoje możliwości - moja przygoda z bieganiem zaczęła się na dobre. Z tego okresu pamiętam głównie bolące kolana okładane wieczorami lodem oraz ledwowchodzenie po schodach po przebiegnięciu 8, a potem (hurra!) 10 km. Ponad cztery razy tyle w maratonie mam przebiec - myślałam - to jakaś masakra, to się nie zdarzy, nie w moim przypadku, never. Potem była pierwsza 15-stka, 18-stka i pierwszy treningowy półmaraton. Umierałam ze zmęczenia, ale i z dumy, że się da, że potrafię, że biegam więcej, dłużej i że wciąż przesuwam granicę. Bloga po cichutku i tylko dla siebie pisałam, dopóki taki jeden (szpieg) mię nie nakrył i nie wykopał. Zarejestrowałam się na makaronypolskie, Runnersów zaczęłam czytać, a potem "Bieganie" i oczywiście "Biegiem przez życie" z biblioteki. I co wieczór o maratonie marzyłam. Wszystko w tajemnicy.

I nawet gdy wątpiąc, wciskałam się po raz pierwszy w długie, biegowe rajtki (czy tylko ja twierdziłam wcześniej, że nigdy czegoś takiego nie włożę?), to wiedziałam, że raczej na pewno jestem po właściwej stronie mocy.

Ale zleciało. Tymczasem ostatnio dostałam kilka e-maili, w których dziewczyny piszą, że jestem dla nich motywacją. Nooo, też się zdziwiłam, ale to bardzo miłe. Kto Bo pomyślał!!! Jedna z nich (pozdrawiam) zapytała nawet, jakim cudem przy tak krótkim stażu, biegam tak dobrze i szybko (!). Parafrazując, zapytała jakim cudem jestem taka boska. Powiedziałam krótko, cudów nie ma. Po prostu swoje trzeba wybiegać i raczej nie ma drogi na skróty. A poza tym po co na skróty? Najfajniejsze jest przecież gonienie królika.

Niedziela już za popojutrze. A więc tak jak trzymaliśmy kciuki za Wrocław, tak jak skutecznie dmuchaliście (miejscami przyznam ciut za mocno i nie w tę stronę) w Narodowy, tak teraz również ze wszystkich sił kibicujemy tym, co w Poznaniu!
A komu szczególnie, nie tylko ze względu na fajne ponoć łydki, to chyba wszystkie wiemy ;)

22 komentarze:

  1. Za sto lat w Wikipedii i innych encyklopediach napiszą tak:

    RunBo - wybitna biegaczka, żyła na przełomie wieków i tu lista sukcesów wszelakich. Prowadziła popularnego bloga odkrytego przypadkiem przez kgb ;-)

    Kurde, będę musiał naprawdę zdjęcie tych łydek dać (lewej najlepiej), bo coraz mniej wiary w narodzie.

    A za trzymanie dziękuję, postaram się nie dać ciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy me oczy dobrze widzą? Czy to jest prawie deklaracja? TE łydki? W sensie, TA lewa łydka? ;) Naród, także zagranico, trzyma kciuki.

      Poza tym. Przebiegłam dzisiaj bez ani jednego ściemnianego albo i nie przejścia do marszu właśnie 8 km, tak jak plan przykazał (i przysięgam, pomyślałam "oborze, czy tylko ja się tak czymś takim cieszę, czy taka Bo na przykład też kiedyś była na tym etapie?" ;)). I... miałam siły na więcej. I taki, TAKI przypływ mocy z tej okazji. No, zobaczymy, jak to z tą mocą będzie w niedzielę, kiedy plan nakazuje 12 kaemów. Ale niedziela to Poznań i jak tylko zacznę pojękiwać na moim "długim" wybieganiu, to pomyślę o tych, co w Poznaniu dają z siebie wszystko. Szczególnie o takim jednym ;))

      Usuń
    2. Łydki. Dopóki nie zobaczę - nie uwierzę.
      12 km. Ani się obejrzysz, a już będzie po. Tylko nie oszukuj! ;)

      Usuń
  2. Tak, tak 3mamy:) I oby tak dalej biegamy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też w niedzielę patrzę na Poznań:)Bo masz talent do biegania;)Pierwsza dycha, pierwsza połówka, maraton, ech... Ale pierwsze wyjście w rajtkach biegowych;( masakra. Kobietom wydaje mi się w tym przypadku jest łatwiej:)pozdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak szczerze, to nie wiem czy będąc facetem wdziałbym na siebie takie rajtki ;)

      Usuń
    2. A ja nie miałem żadnych obiekcji jeśli chodzi o rajtki. Może dlatego, że wcześniej w podobnych jeździłem na rowerze, a nawet w jeszcze gorszych, bo z pieluchą :-)

      Usuń
    3. kgb, gdybyśmy miały takie łydki jak ty to też nie miałybyśmy obiekcji ;)

      Usuń
  4. Aż mi się nie chce wierzyć, że biegasz dopiero od roku, widocznie obudziłaś uśpiony talent! No i teraz jesteś już role model dla okolicznych dzieciaków :) Ja tam znajomym raczej się nie przyznaje do biegania, a tym bardziej do bloga. Gdybym przebiegła maraton to co inszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebiegającym znajomym i rodzinie też się dopiero po maratonie przyznałam. Ale za to jaki to był coming out ;) A o blogu wciąż nie wiedzą. Biedni.

      Usuń
    2. oj biedni... :P
      Bo, przecież Ty sławna w internetach jesteś, to niemożliwe. Może Ty po prostu o tym nie wiesz, a wszystkie ciotki i wujowie Cię podczytują?

      Usuń
    3. To wielka szkoda, dużo tracą. Pomyśl o zupełnym ujawnieniu się, niech znajomi też coś od życia mają :)

      Usuń
    4. Jak podczytują po cichu to niech się odezwą! Halo znajomi i rodzinni podczytywacze! Halo!

      Usuń
    5. Czyli nie podczytują.

      Usuń
  5. Dzięki za kibicowanie. Mam dużego stresa, czy czasem nie przesadziłem biegnąc maraton co dwa tygodnie, a w środku jeszcze mocną życiówkę na 10km. Ale czuję się dobrze, więc powinno być git..:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe co przyniesie druga wiosna... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A to moja pierwsza biegowa jesień. I też nie wiem ile warstw włożyć. I kolano też boli. Ale co tam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ubraniem to jest tak: trzeba się tak ubrać, aby po wyjściu z domu było Ci ciut za zimno. A z kolanami - u mnie po prostu przyzwyczaiły się do biegania, pomogła też zima, gdy biega się po amortyzującym śnieżnym podłożu.

      Usuń
    2. Dla mnie też pierwsza jesień i będzie pierwsza zima. I tu mam zagwózdkę, mianowicie jakie buty na zimę?

      Usuń
    3. Ha! Zima to dobry pretekst do kolejnych zakupów butów;) Ale ja całą przebiegałam w zwykłych, całorocznych butach biegowych (z ciut gęstszą siateczką - lunarglide3). W najgorsze mrozy i tak nie biegasz dłużej niż godzinę, więc nie zmarzniesz. A ponadto biegasz przecież tam gdzie oświetlone, gdzie z reguły jest też odśnieżone i posypane - nie ma co więc obawiać się zasp, kopnego śniegu i śliskości.

      Usuń
  8. W godzinę nie zmarznę? Ja? Chyba nie znasz moich możliwości...

    OdpowiedzUsuń