01.04.2015

Jaranie na trenowanie

Obudził się miś ze snu zimowego. Rozciągnął, ziewnął, rozejrzał dookoła. I zachciało mu się wreszcie trenować. 

Wiedziałam, że ten moment nadejdzie! Wiedziałam! I cieszę się, że do tej pory nic nie robiłam na siłę, bo byłoby z tego więcej szkody niż pożytku. Grunt to słuchać siebie i robić to, co się chce i lubi. Kropka. 

A misiowi się serio na mocne trenowanie zebrało! Na rower, podjazdy i bolącą dupę ochoty nabrał, za krossami, interwałami i drugimi zakresami tęskni. Ba! Nawet pĄpki i brzuszki znowu zaczął miś robić oraz ciut odważniej do drążka podchodzi (wciąż jedynie uprawiając tylko #wiszing) (ale i tak liczą się chęci). Ambitne rysuje plany. Priorytety ustala. I jak się tylko nie wpierdoli w jakieś drzewo, samochód czy inną niespodziewaną ścianę, to może być całkiem fajny i ciekawy sezon. Tak sobie misio przeczuwa. Wypoczęty jest w końcu i wyspany. 

Miną lata świetlne, zanim ja stabilnie i bezpiecznie czuć się będę z lemondką :( 
Będą więc dwa starty główne tego roku (kategoria A) - po sztuce na bieganie i tri. Na początku czerwca Rzeźnik wraz z Krasusem, a dwa miesiące później triathlon i 1/2 IM w Gdyni

Na tę Gdynię to jaram się strasznie. Zawsze chciałam tam wystartować, a teraz przy okazji certyfikowaną imprezę IM sobie odfajkuję (a może i lansiarski plecak dostanę). Zamierzam mocno podciągnąć rower (przecież lemo!) i pourywać jeszcze kilka minut ze stref oraz być może coś z biegania i pływania. Ambitnie (i chyba trochę na wyrost, ale zobaczę jak pójdą przygotowania) ustalam plan na 5:15. Aco. 10 zł te zawody w końcu nie kosztowały, więc - ostrzegam - zamierzam sobie odbić każdego zainwestowanego grosza!

A Rzeźnik spytacie, co z Rzeźnikiem. No wreszcie się potwierdziło, że startujemy i że #WyzwanieNBR się odbędzie. Też jaram się strasznie, ale równie bardzo (a może i bardziej?) boję. Że nie podołam, że biorę zbyt dużo na siebie, że nie sprostam oczekiwaniom i nadziejom, które Krasus we mnie pokłada itd. On wścieka się strasznie na to moje jojczenie, więc już tyle, milknę, morda w kubeł, sza! Ale i tak bardzo się tego obawiam. Ojoj!

Treningowo przed Rzeźnikiem Ultramaraton Podkarpacki (kategoria B) na najkrótszym (55 km) dystansie chcę polecieć. I zamierzam to zrobić raczej szybciej niż wolniej, w końcu gram u siebie i pomogą mi ściany. To będzie sprawdzian przed Rzeźnikiem, a dla Krasego dowód, że jednak się pomy... ups, zapomniałabym, morda w kubeł. Że jednak dobrze sobie chłopak dobrał partnera :)

A skoro już o własnych śmieciach mowa, to nie mogę sobie odmówić również przyjemności wystartowania w rzeszowskiej połówce już 12 kwietnia (wszak tam rok temu zostałam najszybszą we wsi!). Do wyniku ubiegłorocznego (życiówka! 1:35) się pewnie nie zbliżę, ale poniżej 1:40 to przyzwoitość nakazuje pobiec, rajt? Będę się starać. A jak nie, to chociaż mocny trening zaliczę. Też dobrze.

No i lipiec. W lipcu czeka mnie jeszcze fantastyczna przygoda z triathlonem i górami! Oravaman, a więc Karkonoszman po słowacku na dystansie 1/2 IM. Mimo, iż to prawie 113 km w górach, 2300 m przewyższenia na bajku, podjazdy o 12% nachyleniu nawet oraz ponad kilometr up biegiem i to bez supportu (Wybiegany! już mi Cię brakuje!), to jednak zawody w szufladce B umieszczam. Musiałam wybrać między tym a Gdynią. Oravaman ma być przygodą i pierwszym ha! triathlonowym startem zagranicznym. Mają być emocje, pot i łzy, piękne widoki i fantastyczne wspomnienia. A może nawet pĄpki. I będą. Taki przynajmniej jest plan na dziś.

A wczoraj rzutem na taśmę zapisałam się jeszcze na triathlonową olimpijkę w Przechlewie. Ponieważ to dopiero we wrześniu, na razie nie zakładam nic. Oprócz rzecz jasna pĄpastycznego spotkania z triathlonowym odłamem Smashing Pąpkins, bo oprócz ojców, zjedzie się tam prawie cała nasza rodzinka!     

A więc w sumie dobrze wyszło, że misio przebudził się, rozciągnął, ziewnął i spojrzał dookoła, nie? I że się tak zajarał na to trenowanie. Ale zanim ów słodziak zacznie się rozgrzewać i machać łapkami... to może tak jeszcze odrobina drzemki? Tylko tak 5 minut, Tylko 5 minut. Tylko...

1 komentarz:

  1. Ja się nie zjadę, ale będę z Wami duchem i sercem. :) Fajny masz kalendarz. Zaciskam kciukasy za powodzenie, za dobre samopoczucie i za utrzymanie się tego jarania, Mum! :) No i jaram się już matczyno-ojcowską rywalizacją! :)

    OdpowiedzUsuń