Boska, boska, ileż można tego słuchać? Owszem, wygrałam po raz pierwszy w życiu jakieś zawody, i to triathlonowe, ale boska już mi się znudziło. Bywam bowiem również...
Przerażona
"Jest 14 stopni, wieje, co kwadrans pada deszcz, a woda na bank jest piekielnie zimna. Już nie chcę być ajronem". Takiego sms-a wysłałam ok. 3 godziny przed startem, kiedy dotarliśmy do biura zawodów Frydman Triathlon i zobaczyłam co tam się dzieje. Nie kłamałam. Jestem twarda, wiadomo, potrafię się starać, zacisnąć zęby i walczyć kiedy trzeba, ale jest jedna rzecz, która łatwo potrafi mnie złamać: zimno. Nienawidzę marznąć. I wizją robienia czegokolwiek sportowego w takiej temperaturze i w takich warunkach byłam naprawdę przerażona. Tak wiem, sama tego chciałam i od początku wiedziałam, że tri to sport dla twardzieli, ale gdy tylko zerkałam w górę to widok wiszących, czarnych i ogromnych chmur od razu włączał mi w głowie lampkę i uruchamiał alert: Gupia Bo, po co ci to?
Na szczęście jakąś godzinę przed startem przestało padać, zrobiło się ciut cieplej, a i te chmury zmieniły barwę na nieco mniej koszmarną. A może to tylko dlatego, że ubrałam swoje pomarańczowe oksy? Albo że jednak lubię ten triathlon i zaczęłam czuć przedstartową ekscytację? I że dajcie mi go tu wreszcie, ten triathlon? Hę?
![]() |
| O takie były chmurzyska |






